Posty

"Ojczyznę kochać trzeba i szanować"

Ojczyzna, czyli ziemia ojców, o którą należy dbać całym swoim sercem i całą swoją duszą.   Mam problem z przynależnością. Do Ojczyzny wielkiej na razie nie, do małej - owszem. Taki na przykład casus warszawianina/warszawiaka. Niektórzy rozróżniają te dwa pojęcia, nie tylko językowo - drugie jest potoczne - warszawianin to mieszkaniec Warszawy z urodzenia, z pochodzenia rodziny, warszawiak to przyjezdny. Nie urodziłam się w Warszawie, nie urodzili się tu moi rodzice (jedno jest z Wielkopolski, drugie przyszło na świat na Mazurach). Spowinowacona ze stolicą jestem przez ciocię, żonę brata mojej mamy, która była rodowitą warszawianką z rodziców. Jak na razie większość życia spędziłam pod granicą z Białorusią. A jednak mieszkam w Warszawie od 10 lat, płacę podatki, zarejestrowałam się na liście wyborczej w mojej dzielnicy, interesuję się sprawami miasta, bardzo je lubię i chwalę na każdym kroku. Mimo wszystko odmawia mi się miana warszawianina, odsądza od czci, oskarża, że na św...

Zakładki

Wolny czas między cmentarnymi spacerami postanowiłam wykorzystać na przeczytanie odłożonych artykułów. Tych znalezionych w internecie i tych z różnych czasopism przeze mnie kupowanych. Tak więc na podłodze piętrzy się stos papieru, a "Zakładki" w przeglądarce ciągną się w nieskończoność. Odkładane z przeświadczeniem, że kiedyś znajdę na to czas i przejrzę, przeczytam. A to wszystko w poczuciu, że tyle wartościowych rzeczy się dzieje, ukazuje, a ja nie jestem w stanie ogarnąć tego wszystkiego. I głos z tyłu głowy, że powinnam o czymś wiedzieć, na czymś jeszcze się znać. Życie w globalnej wiosce, także kultury i nauki, nie jest łatwe. Im więcej wiesz, tym bardziej jesteś poważany, choć przecież nie da się wiedzieć wszystkiego.  Selekcja wiadomości też nie należy do najłatwiejszych. Leonardo da Vinci w XXI  wieku to projekt raczej niemożliwy. Wyjścia są dwa. Można swoją ograniczoność zaakceptować i robić swoje - żyć "tu i teraz" z umysłem otwartym na nowe doświadczeni...

Samo sedno

Szymon Hołownia trafił w samo sedno: Wszyscy jesteśmy szaleńcami Bo poza tym, przestałam czytać newsy polityczne.

W krainie dreszczowców

Mój prawie dziewięcioletni bratanek napisał ostatnio dreszczowiec, jak sam nazwał swoją twórczość. Ponoć jest straszny. Na tyle, ze jego sześcioletnia siostra naprawdę się bała, kiedy brat jej to czytał. Chłopaku, bierz się do roboty, bo jeżeli mistrzem horrorów jest Stephen King, to nie widzę w jasnych barwach przyszłości ludzi spragnionych strachu w książce na dobrym poziomie. (Choć może "jasne barwy" w przypadku horrorów to nie jest najlepszy związek frazeologiczny.)  Gdyby ktoś nie odczytał moich zawiłych myśli krytycznoliterackich, to napiszę wprost - Stephen King jest grafomanem. I to takim, którego nie da się czytać. Na ironię zakrawa fakt, że wydał poradnik, jak zostać pisarzem. Też grafomaństwo, w dodatku z charakterystyczną manierą. Przy pierwszej książce (a zaczęłam ich czytać kilka, żadnej nie skończyłam), myślałam, że może to wina tłumacza, ale angielski oryginał szybko wyprowadził mnie z błędu.  I tak oto, po fantastyce, kolejna przestrzeń literacka bardzo skute...

Z pamiętnika młodego kierowcy

Będąc młodym kierowcą... Poruszanie się po dużym mieście małym samochodem, któremu niektórzy odmawiają nawet tego miana, jest dla mnie powodem wielu radości. Po pierwsze, cieszą mnie miny panów po trzydziestce w wypasionych brykach, kiedy widzą młodą (w miarę) blondynkę za kierownicą malucha. Po drugie, niezmiernie, bardzo niezmiernie, raduję mnie parkowanie w stolicy. Podczas gdy inni użytkownicy dużych pojazdów z trudem znajdują wole miejsce na postój, ja zmieszczę się nawet na najwęższym końcu wysepki. Po trzecie, jak na razie jestem zadowolona z faktu, że nie muszę nikogo wyprzedzać. Nawet przy maksymalnej prędkości 95 km/h i tak wszyscy wyprzedzają mnie na trasie. Jedyne, czemu nie daję się wyprzedzić (stąd ta zawrotna prędkość) to tiry. Wyprzedzanie malucha przez tira grozi wessaniem pod koła tegoż lub wylądowaniem w rowie. A jeszcze jak samochodzik nie jest wyładowany... Uuuu... (Ilość "wyprzedzania" w "po trzecie" jest zatrważająca, tym bardziej, że syno...

Przebieranki

Niemiecki film "Wszyscy inni" w reż. Maren Adu o, hmm..., o poszukiwaniu i chyba jednak o miłości i o tym, że rozmawiać o niej jest trudno. I ciągle trzeba nakładać kolejne stroje, by odnaleźć ten leżący idealnie. Performatywność, która nigdy się nie kończy i która jest podstawą istnienia (zob. Erika Fischer-Licht, Estetyka performatywności ). Nieustanne przebieranki w naszej głowie, żeby dostosować się do wszystkich innych, zmienić się dla bliskiej osoby, odnaleźć siebie. A słowa niewiele znaczą albo znaczą zbyt wiele i nie sposób ich wypowiedzieć. Choć może ta trudność wynika stąd, że gdzieś z tyłu głowy mamy zakodowane przeświadczenie jeszcze z okresu dominacji kultury oralnej, że słowa naprawdę ważne, wypowiedziane - mają moc magiczną i spełniającą. A być na serio jest wyzwaniem. Łatwiej się przebrać, nawet w najgłupszy strój, niż stanąć nago - z nagą duszą.

Mobilizacja

Wprawdzie nie wojskowa, ale jesień idzie, może więc pora na mobilizację do działania. Wakacje, nawet spędzane w większości w domu, działają demobilizująco, destrukcyjnie, spowalniająco, unieruchamiająco, odwlekająco i parę innych -ąco... Ach, wygrać w totka i spędzać dnie na czytaniu głupawych artykułów w internecie z serii: Najlepsze kieliszki do wina, Mowa ciała, Sekrety rozkoszy, Siła afirmacji itp. Kiedyś już pisałam o zabójczej mocy poradników. Te w internetowej formie są jeszcze gorsze... A mimo wszystko na nie klikam... Stąd powrót do starej dobrej literatury  i powieści sprzed odruchu linkowania. Na przykład Buddenbrookowie . No i powieść autora niezwykle trafnego artykułu o współczesnym czytelnictwie w Tygodniku Powszechnym.