Posty

Wyświetlam posty z etykietą Warszawa

Warszawo ma...

Obraz
Fot. Hubert Śmietanka, CC creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5/deed.pl Spieszyłam się dziś, by po pracy załatwić wszystkie sprawy w możliwie krótkim czasie. Bardzo chciałam na 18 dotrzeć na warszawski skwer u zbiegu al.  Solidarności i ul. Leszno. Bo 5 sierpnia to szczególny dzień - ustanowiony przez Radę Miasta Ogólnowarszawskim Dniem Pamięci Mieszkańców Woli zamordowanych przez Niemców podczas powstania warszawskiego. Ale w tym dniu w sposób szczególny pamięta się o wszystkich ofiarach cywilnych powstania. Kiedy chodzi się po Muzeum Powstania Warszawskiego, jest w nim jedno miejsce (bo nawet nie sala), które bardzo szybko odziera zwiedzającego ze złudnego wrażenia, że w powstaniu było "fajnie". To miejsce, do którego nie wpuszcza się dzieci, bo mówi się w nim o rzezi Woli. Nie pacyfikacji, nie walkach o Wolę, ale właśnie o rzezi. Jej mieszkańców nie mordowano, a zarzynano. Jerzy Jankowski, inicjator ustanowienia tego święta, ocalały z rzezi Woli, przypomniał, że w...

Strefa kibica

Wróciłam właśnie z miasta i jestem zachwycona! Nie należę do grona fanatyków, wielbicieli czy sympatyków piłki nożnej. Mecz w dobrym towarzystwie owszem, obejrzę, ale nie żeby mnie to jakoś szczególnie pasjonowało. Wolę siatkówkę czy żużel. I gdyby nie było Mistrzostw Europy w piłce nożnej w Polsce, też nie zachwiałoby to moją egzystencją. Dlatego nawet z życzliwością obserwowałam inicjatywy w stylu "Pierdolę Euro", wprowadzające ożywczy ferment w "piłkoszał". Ale dziś, będąc na tzw. mieście, zobaczyłam, jak bardzo ta impreza uaktywniła ludzi. Wszędzie polskie flagi, szaliki. Ale nie tylko polskie. Kibice innych drużyn też się wyróżniają. Mnóstwo zadowolonych ludzi. Miasto przygotowane dla gości. Mieszkańcy owszem, będą odczuwali niedogodności, ale teraz wiem, że wolę postać w korku z powodu Euro niż z powodu jakiegokolwiek strajku (to temat na osobny post...). Warszawa jest kolorowa, gwarna, przyjazna. Chcę, żeby tak już zostało!

Zielennie

Miasto to zielone jest. Zielennie się parczy, skweruje, drzewi, trawniczy, kwietniczy. Malkontenci widzą tylko Dworzec Centralny. A tuż obok drzew mnóstwo okala dar Stalina. Park Skaryszewski, Park Szczęśliwicki, Park Moczydło, Park Praski, Ogród Saski, Park Bródnowski, Łazienki, Powsin. Internet podaje, że aż 38. Zielony Żoliborz, pieprzony Żoliborz. Zielona Ochota. Zielony Wilanów. Zielone brzegi Wisły. Rezerwat na Bielanach i sarny pod uniwersytetem. Lisy na Saskiej Kępie. Zielono mi. Warszawa kocha wiosnę i lato. Zima nie lubi Warszawy - smutno i szaro.

Warszawiacy

Natchniona znalezionym przypadkiem blogiem o Londynie, którego autor nieświadomie wszedł mi na ambicję (bo jest tak fajnie napisany: http://londynskieoko.blogspot.com ), stwierdziłam, że mogę i ja, nieco z perspektywy przyjezdnej, zamieszczać wpisy o Warszawie. Zwłaszcza, że w tym roku mija 10 lat od kiedy się tu sprowadziłam. Na początek o warszawiakach. Mieszkańców stolicy można podzielić na kilka kategorii (oczywiście pomijam wszystkie "pomiędzy", kategoryzacja ma to do siebie, że lubi ostre przedziały i uogólnienia). 1. Warszawiak z dziada pradziada. Zasadniczo najbardziej neutralny. Nie przeszkadza mu rozwój miasta, a jednocześnie dzieli z nim jego historię. Lubi opowiadać. 2. "warszawka" Snobizm wychodzi tu każdym porem skórnym i innymi otworami ciała. Często rdzenny warszawiak, ale chełpiący się życiem w metropolii - mieście nowoczesnym i lanserskim. Chodzi do klubów z VIPami, jada w designerskich restauracjach, zakupy robi w Almie i Kuchniach Świata. Auto...

Przepis na praski biznes

Składniki: - jeden lokal na warszawskiej Pradze (tej oryginalnej, starej) po barze, fryzjerze, sklepie spożywczym itp.; - tapety w odcieniach bordo; - zniesione ze strychów, śmietników lub pchlich targów stare fotele, kanapy, krzesła, stoły - każde koniecznie z innej mańki; - stoły po maszynach do szycia Singera do smaczku, a także stare radia, kredensiki, lustra; - artystyczne fotografie w antyramach, futurystyczne lub abstrakcyjne obrazy, można dodać również "jelenia na rykowisku" i arrasy z Matką Boże oraz kilimy w różnobarwne pasy; - nastrojowe lampy; - urozmaicone menu: piwa różnego rodzaju, kawy, mocniejsze alkohole, coś na ząb - wszystko w uśrednionych cenach; - opcjonalnie - regał z książkami. Sposób wykonania: - pozostawić oryginalną podłogę (deski, klepkę, kafelki, pcv); - ściany wytapetować i zawiesić na nie przygotowane fotografie i obrazy, można pozostawić wolne miejsce dla twórców chcących wystawiać swoje prace; - meble zestawić w dowolnym porządku - im mniej ...

Wisła

Obraz
Dziś o królowej polskich rzek. Rzeczywiście, ma ona w sobie coś królewskiego, a na mnie działa jak magnes. Wracając ostatnio z zagranicznej wojaży, w samolocie rozmyślałam, że wcale nie chce mi się wracać, że Toskania taka piękna i że w ogóle dobrze mi tam było. Ale kiedy zbliżaliśmy się już do Warszawy i przez okno zobaczyłam Wisłę, poczułam, że jestem przecież w domu, a rzeka mnie wita tymi swoimi zakrętasami. Od 10 lat, od kiedy mieszkam w stolicy, zawsze przychodzę nad Wisłę, kiedy jest mi źle, kiedy muszę pozbierać myśli, kiedy chcę choć przez chwilę nie myśleć albo po prostu chcę odpocząć. I zawsze wracam uspokojona. A rzeka nadal płynie... Lubię obserwować jej nurt, sprawdzać, za każdym razem, kiedy przejeżdżam przez most, jak wysoki jest jej poziom, czasem urwać się na wino, pite z plastikowych kubków pod osłoną wieczornej ciemności. A najlepiej położyć się w trawie lub na piasku i po prostu leżeć i oddychać. Wisła zawsze poczeka.

Bałtyk na moście

Obraz
Wiedziona pragnieniem spaceru, po całym poprzednim dniu spędzonym w domu przed komputerem, ubrałam się ciepło, wzięłam aparat, aby mistyczne sceny czarno-białego zaśnieżonego miasta uwiecznić, a następnie podzielić się nimi z ludzkością, i wyruszyłam. Przedzierałam się przez zaspy, prószył śnieg, a ja zmierzałam w stronę mostu, bo nad Wisłą najlepiej mi się myśli. I dotarłam i stanęłam i zaczęłam robić zdjęcia. Na drugim się skończyło, kiedy poczułam w ustach smak zasolonego Bałtyku ,a na sobie prysznic błota pośniegowego, który zafundował mi kierowca autobusu jadącego zbyt blisko krawędzi jezdni. W mojej głowie zamiast twórczych przemyśleń pojawiło się coś, co w komiksach zazwyczaj zapisuje się w ten sposób: #@*&"^$... Ze spuszczoną głową, mokra i brudna, za to nie zdenerwowana, a rozbawiona, wróciłam w domowe pielesze. Cóż, przynajmniej kurtkę w końcu wyprałam. Życie ma tę przyjemną cechę, że zdarzają się w nim sytuacje, które skutecznie odzierają ze zbędnego patosu. ...